Thursday, September 27, 2007

biadolenie




Nie sądziłam, że jestem takim mięczakiem i rozłoży mnie tak po prostu, bez ostrzeżenia i bez okazji. Prycham, kicham, głowa pęka i myśli zebrać nie umiem, a powinnam, bo muszę dość ważna dla mnie decyzję podjąć. Tymczasem jęczę nad sobą i głaszczę się po czerwonym nosie z litością.
O leżeniu w łóżku mowy nie ma, Miśkę rozsadza energia i latam za nią niczym zakichany żandarm, ale z radością zaszyłabym się w piernatach z książką i kakałkiem ech... żeby tak znowu być dzieckiem, całkiem inaczej wyglądało wtedy chorowanie.
Kuruję się (poza chemią apteczną) cytryną z miodem (fuj ten miód) i kandyzowanym imbirem, który cudnie rozgrzewa.
To sobie pojęczałam... w końcu to nasza narodowa przypadłość ;)







14 comments:

  1. Och, życzę zdrowia! Mój znajomy na podobne przypadłości poleca moczenie nóg we wrzątku, potem nakłada się na stopy mokre gorące skarpety i kładzie spać. Wypróbowałam raz - ale przez sen ściągnęłam skarpety i rano nadal miałam katar. Ale rzecz warta rozważenia... Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  2. Monika, dzięki za podzielenie się sposobem. Obawiam się jednak, że mogłabym się udusić w tych skarpetach, nie cierpię spać z zakrytymi nogami. Po domu też latam na bosaka :)

    ReplyDelete
  3. Zapewniam ze biadola ludzie na calym swiecie :) Czasem troche trzeba. Zycze szybkiego powrotu do zdrowia.

    ReplyDelete
  4. też słyszałam o moczeniu nóg w gorącej wodzie z solą, próbowałam i owszem na katar pomogło, ale w życiu nie poszłabym spać w mokrych skarpetach!!!!
    Mia, cokolwiek się stanie, nie rób tego!!!!!!!
    :)
    wiem jak to cięzko chorować z brykającym brzdącem na głowie- serdecznie współczuję!

    ReplyDelete
  5. ale za to zdjęcie wygląda bardzo apetycznie! zdrówka życzę!!!! (a ten sposób na katar może sama wypróbuję)

    ReplyDelete
  6. mjut jest dobry, pod warunkiem, że jest dobry, a nie z supermarketu...
    No proszę, okazuje się, że jestesmy sąsiadkami (niemal:)... To miłe i pewnie rokuje jakieś niespodzianki w przyszłości***
    pozdrawiam!

    ReplyDelete
  7. Jejku.. kuruj się tam.. kuruj. Ja polecić mogę herbatkę lipową z miodem i duuuużą ilością cytryny. No i do tego rutinoscorbinek ;)
    A Twój miodek cytrynowy z imbirem wygląda apetycznie ;)

    P.S.zdjęcie czapeczkowe jest extra :)

    ReplyDelete
  8. Acho, no tak, wirus szaleje,m w pracy u mnie też wszyscy chorzy...Trzymaj się Mia, kuruj się dzielnie! z własnego doświadczenia polecam czosnek i sok z czarnego bzu! Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  9. kuruj sie Mia i smaruj pedzelkiem szybko :o)))

    ReplyDelete
  10. Dziękuje baby kochane :) został mi juz tylko gruźliczy kaszel.

    Pasiaku, dzieki. Wyglądam trochę jakbym kij połknęła, ale to zdjęcie do dokumentów...szkoda ze nie mozna dac takiego w czapkach ;)

    ReplyDelete
  11. Pasiasty ludz1:15 am

    Hihi.. w dokumentach świetnie by takie wyglądało ;) Założę się ,że nawet najbardziej chmurne panie urzędniczki by się uśmiechnęły na jego widok ;)

    ReplyDelete
  12. fajny ten imbir, kupny czy sama robilaś? mam nadzieję, że już się wykurowałaś??

    ReplyDelete
  13. Ten dostałam, kupny ale mam przepis jeśli chcesz :)

    ReplyDelete